Kaczyński pogrywa, Rzepliński tańcuje

Drukuj

Pierwszym celem pogłębianego przez partię Jarosława Kaczyńskiego sporu o Trybunał Konstytucyjny nie jest bynajmniej przejęcie kontroli nad sądem konstytucyjnym - pierwszym celem jest podważenie jego autorytetu, zniszczenie mitu jego niezależności i ponadpartyjności, pogrzebanie idei niezawisłości sędziowskiej. Przejęcie kontroli nad TK to dopiero cel drugi, choć również istotny, ale jednak pochodny i wtórny względem celu pierwszego. W całej tej awanturze najbardziej zdumiewa postawa Andrzeja Rzeplińskiego, profesora i prezesa TK, który w zupełności poddał się grze Jarosława Kaczyńskiego i tańczy do nuconej przez niego z szyderczym uśmiechem piosenki.

1. Milczenie jest złotem

Poniedziałkowe medialne wycieczki prezesa Rzeplińskiego w zupełności wkomponowały się w to, co posłowie PiS-u od kilku tygodni powtarzają na temat Trybunału Konstytucyjnego: że jest upolityczniony, że nie potrafi wznieść się na rzeczywistą niezależność, że będzie „walił” w ekipę rządzącą przy każdej nadarzającej się okazji, że sprzyja Platformie Obywatelskiej. Występy prezesa Rzeplińskiego w tak niesprzyjających dla TK okolicznościach wyniknąć musiały z całkowitej nieumiejętności ocenienia przez Rzeplińskiego aktualnej sytuacji politycznej. W warunkach bieżącego gorącego sporu wokół TK i niezwykle zaciekłego ataku na ideę sądu konstytucyjnego zarówno prezes Trybunału, jak też każdy jego sędzia, powinien powstrzymać się od jakichkolwiek wypowiedzi medialnych: w trosce o ten mit niezależności, który i tak powoli upada. W ogóle każda medialna wypowiedź sędziego Trybunału Konstytucyjnego – abstrahując od trwającego sporu – powinna być odpowiednio przemyślana i wyważona. A zasada ta powinna dotyczyć również sędziów w stanie spoczynku, którzy przecież nolens volens budują (lub rujnują) autorytet Trybunału.

2. Powściągliwość – mądrością sędziego

Zawsze sądziłem, że tylko prezes PiS-u nie potrafi ugryźć się w język. Okazuje się jednak, że chyba wszyscy prezesi mają z tym problem. Wypowiedzi prezesa Rzeplińskiego – nie tylko te z ostatnich dni, ale wszystkie z całego okresu sporu o TK – w sposób niefortunny wkomponowują się w walkę polityczną, jakiej jesteśmy świadkami. Już całkowicie pomijam zwrot do ministra sprawiedliwości per „panie Zbyszku”, bo to raczej kwestia kultury osobistej czy też klasy. Jednak nie Trybunał Konstytucyjny powinien być stroną tej walki, żaden sędzia swoim zachowaniem nie powinien stworzyć choćby takich pozorów. Walką o niezależność TK nie powinien zajmować się prezes Rzepliński w kolejnych stacjach telewizyjnych ani tym bardziej TK jako instytucja! W sejmie o TK walczy opozycja parlamentarna, a walczyła ona godnie, twardo i do ostatniego momentu. Na ulicach w obronie TK manifestowali oddolnie organizujący się obywatele, w szczególności Komitet Obrony Demokracji. Mądry sędzia to sędzia powściągliwy, a tej powściągliwości prezesowi Rzeplińskiemu rzeczywiście zabrakło.

3. Błąd na błędzie

Może też prezes Rzepliński powinien zdać sobie sprawę z błędów, które popełnił w ostatnim półroczu swojego urzędowania. Od włączenia się w proces legislacyjny wokół nowelizacji przygotowanej przez prezydenta Komorowskiego, która nabrała szczególnego rozpędu po przegranych przez niego wyborach (toż student pierwszego roku politologii wiedział, jaki był cel rozpędzenia prac nad tym projektem!). Poprzez krytykowane przez wielu prawników postanowienie o zabezpieczeniu względem sejmu (do którego notabene i tak sejm się nie zastosował). Aż po kontrowersyjną – i zmienianą przecież pod wpływem wypowiedzi politycznych – decyzję o liczebności składu orzekającego w sprawie nowelizacji ustawy o TK, która chyba jednak powinna być uznana za sprawę „o szczególnej zawiłości lub doniosłości” (czyli jednak rozpatrywana przez pełny skład sędziowski). Błąd na błędzie? A może li tylko niezręczność? Na tym jednakże stanowisku niezręczność karygodna!

4. Brak odwagi cywilnej

Wreszcie fenomenem jak dla mnie niepojętym – choć może brakuje mi po prostu wyobraźni – jest przyjęcie w Trybunale Konstytucyjnym pięcioro sędziów wybranych przez większość PiS-owską i zaprzysiężonych przez prezydenta Dudę, ale bez dopuszczenia ich do orzekania. Tak jakby byli „trochę” sędziami TK – jakby byli „pomiędzy” sędzią a nie-sędzią. Ciekawy to fenomen ontyczny! W tym samym czasie prezes Rzepliński w mediach opowiada, że trójka sędziów została poprawnie wybrana przez koalicję PO-PSL, że mamy aktualnie 18 sędziów, że sędziowie wybrani podczas „nocnej zmiany” nie będą orzekać do „wyjaśnienia sprawy”… I tak wkoło Macieju… Odwaga cywilna wymagałaby jednoznacznego podjęcia decyzji: skoro sędziowie trafili do TK, to pomimo wszelkich dyskusji i wątpliwości, powinno się ich dopuścić do orzekania. Sprawa byłaby już zamknięta i nie jest wykluczone, że na tym zakończyłby się spór o Trybunał Konstytucyjny. Sprawa, o której mówi prezes Rzepliński, mocą jego jednej decyzji zostałaby wyjaśniona i zakończona. Bo w tej kwestii to właśnie on jest instancją władną do zamknięcia tego tematu, nikt inny.

5. Nieumiejętność myślenia strategicznego

Strategiczne myślenie prezesa Trybunału Konstytucyjnego powinno skutkować również decyzjami, w efekcie których konstytucja i jej duch oraz idea niezależnego sądu konstytucyjnego byłyby chronione, ale towarzyszyć temu powinna świadomość, że na pewne fakty polityczne – choćby prawnie wątpliwe – czasami zwyczajnie nie istnieją zaradcze instrumenty prawne. Bo czy istnieją instrumenty prawne, żeby zmusić prezydenta RP do zaprzysiężenia trójki „oczekujących” sędziów, w szczególności w sytuacji aktualnej? Jeśli nawet nazywać zamachem na TK to, co dokonało się w ostatnich tygodniach, to przecież zamachy mają to do siebie, że po pewnym czasie dochodzi do ich legalizacji. Może i w tym przypadku prezes TK powinien de facto pogodzić się z zamachem dokonanym na Trybunał, zaakceptować polityczne fakty dokonane i dla dobra sądu konstytucyjnego oraz – mówię to z pełną powagą – dla dobra państwa zamknąć tę sprawę dopuszczeniem sędziów do orzekania? Tego wymagałoby myślenie strategiczne, choć wiem, że pewnie filozof prawa bardziej niż kryminolog byłby w stanie taką logikę zaakceptować.

6. Chocholi taniec

Tymczasem prezes Rzepliński sam najwidoczniej nie wie, co zrobić i jak zachować się wobec faktów politycznych. Chocholi taniec prezesa Rzeplińskiego, jaki obserwujemy na ekranach naszych telewizorów od tygodni, to przysłowiowa „woda na młyn” posłów PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Rzepliński tańczy tak, jak mu Kaczyński zagra. Naród zaś albo już znudzony, albo zupełnie nie rozumiejący meandrów tego sporu, zmieni kanał i chętniej obejrzy sędzię Wesołowską, bo ona przynajmniej potrafi podejmować jednoznaczne („męskie”) decyzje, których proste i spójne uzasadnienia przekonują obserwatorów. Taki chocholi taniec jednak nie pomaga ani Trybunałowi Konstytucyjnemu, ani idei państwa prawa, ani nie buduje zaufania obywateli do instytucji państwa (wręcz zaufanie to podkopuje). Okazuje się więc, że pierwszy cel Jarosława Kaczyńskiego może zostać osiągnięty, zaś cel drugi – choć wtórny, pochodny – już osiągnięty został. Może nadszedł czas na jakąś męską decyzję Andrzeja Rzeplińskiego?

Czytaj również