Kapitulacja Schetyny

Drukuj

Nie jestem w stanie ukryć, z jak wielkim rozczarowaniem i zarazem zaskoczeniem przeczytałem wywiad Marka Migalskiego z Grzegorzem Schetyną w ostatnim numerze tygodnika "Do Rzeczy". Rozczarowanie - bo okazuje się, że Schetyna nie ma żadnego pomysłu na odświeżenie i nadanie programowo-ideowej tożsamości Platformie Obywatelskiej, a to, co proponuje, to próba zbudowania drugiego PiS-u, tylko trochę "milszego dla oka". Zaskoczenie - jeśli zna się polityczną drogę i doświadczenie Schetyny, którego trudno nazwać politycznym żółtodziobem czy tym bardziej ignorantem. Platforma Schetyny jest na dobrej drodze do bezwarunkowej kapitulacji i oddania się w zupełności dyktatowi Jarosława Kaczyńskiego.

Hasło 1: „Jestem zwolennikiem utrzymania przez PO konserwatywnej kotwicy”

Schetyna zapowiada powrót Platformy na drogę konserwatyzmu. Samo to sformułowanie zdaje się być zanegowaniem całej drogi, jaką partia ta wykonała w ciągu piętnastolecia swojego istnienia. Choć rzeczywiście powstawała jako hybryda konserwatyzmu obyczajowego, liberalizmu gospodarczego i chadeckiego myślenia o państwie i społeczeństwie, to jednak stała się ugrupowaniem znaczenie wykraczającym poza te ramy, posiadającym kadry zarówno po lewej, jak też po prawej stronie. Nie pochwalam przekształcenia Platformy w partię typu „catch-all”, w którym to kierunku poprowadził ją Tusk, jednak zapowiadanie przez Schetynę konserwatywnej restauracji to zabieg nieracjonalny, nielogiczny i wynikający z niezrozumienia politycznych realiów współczesnej Polski i Europy.

„Konserwatywna kotwica”, której chce się trzymać Schetyna, ma swoje uzasadnienie zapewne w jednym fakcie: spora część klubu PO to rzeczywiście konserwatyści, czego dowody uzyskiwaliśmy już wielokrotnie, chociażby podczas dyskusji i głosowań nad projektami dotyczącymi związków partnerskich, in vitro, tzw. konwencji antyprzemocowej czy ratyfikacji Karty Praw Podstawowych. Jednakże wyborcy Platformy nigdy nie byli tak samo konserwatywni, jak jej elity. W ostatnich latach Platforma Tuska i Kopacz w coraz większym stopniu przejmowała elektorat lewicowo-liberalny, zaś jej społeczne zaplecze wśród wyborców konserwatywnych systematycznie przejmował PiS, a wyjścia z PO takich działaczy jak Jarosław Gowin, Jacek Żalek czy John Godson stanowiły wyłącznie ostateczne tych ruchów potwierdzenie.

Deklaracja powrotu do haseł konserwatywnych to jednocześnie zapowiedź, że planem Schetyny jest uczynienie z Platformy dublerki Prawa i Sprawiedliwości, walczącej o ten sam elektorat, te same wartości, ten sam program i tę samą wizję Polski. Jaka ma więc być różnica między PO a PiS według aktualnego przewodniczącego Platformy? Otóż ma to być różnica jedynie na poziomie estetycznym! O ile PiS wprowadza w życie program radykalnego i bezkompromisowego konserwatyzmu obyczajowo-społecznego z socjalną twarzą, o tyle PO Schetyny będzie proponowała umiarkowany i „miły dla oka” konserwatyzm obyczajowo-społeczny z socjalną twarzą. Czy widzę tam miejsce na deklarowaną przez przewodniczącego fuzję z liberalizmem? Żadnego.

Hasło 2: „Myśmy dużo stracili wśród młodzieży, ale nie wśród starszych osób”

Swoje zapowiedzi Schetyna uzasadnia wskazaniem, że PO straciła dużą część wspierającego ją dotychczas młodego elektoratu, zaś osoby starsze od PO się nie odwróciły. Częściowo ma on rację, jednak nadal zapomina, że tzw. starszy elektorat PO i starszy elektorat PiS to jednak dwie różne bajki. Zapomina też o tym, że ten młody elektorat PO z roku 2007 czy 2011 już nie jest taki młody, bo zwyczajnie się postarzał. Niekoniecznie więc tak wielu młodych musiało się od PO odwrócić – raczej świeży osiemnastolatkowie nigdy nie zdołali się do Platformy przekonać.

Platforma tymczasem nadal nie zaproponowała żadnej oferty dla młodych ludzi. Przez osiem lat rządów nie kiwnięto palcem, żeby przekonać młodych ludzi do Platformy, nie podjęto również żadnych działań, które byłyby odpowiedzią na bolączki młodych Polaków. Schetyna ma na to receptę dość paradoksalną: w takim razie zwróćmy się ku starszemu elektoratowi. Warto zauważyć, że młodzi polscy konserwatyści i narodowcy mają całkiem szerokie pole manewru: jeśli nie chcą głosować na PiS, mogą popierać Korwina czy Kukiza. Czy Schetyna chce przejąć ten elektorat? Trudno mi sobie wyobrazić Platformę rywalizującą o głosy Polaków popierających antysystemowych czy antyestablishmentowych liderów.

Nie wiem, czy przekonanie, że każdy młody Polak to konserwatysta – domyślam się, że chyba tak to widzi Schetyna – wynika z naiwności czy zwyczajnie z niewiedzy. Bardziej przekonującym młodych ludzi od naiwnej konserwatywnej deklaracji Schetyny byłoby zwrócenie się w kierunku problemów i obaw młodych, jak stabilność zatrudnienia, polityka mieszkaniowa, bezpieczeństwo socjalne i narodowe czy polityka rodzinna. Bezmyślnie zadeklarowany pseudokonserwatyzm nie jest bowiem żadną odpowiedzią na bolączki młodych Polaków. Może najwyższy czas, żeby Schetyna i jego partyjni koledzy przeczytali wreszcie raport „Młodzi 2011″ przygotowany przez Michała Boniego, w którym w sposób wzorcowy zarysowano diagnozę problemów współczesnych młodych Polaków, jednak do dziś tego raportu nie potraktowano poważnie.

Hasło 3: „Dzisiaj wyraźnie widać, że Europa idzie na prawo”

Czy Schetyna zamierza pójść w kierunku eurosceptycyzmu? Czy podkusiła go wizja łatwego wkomponowania się w antyeuropejską krytykę, dzięki której można budować polityczny kapitał na problemach, z którymi europejskie elity nie potrafią dać sobie rady? Krytyka nieskuteczności przywódców Unii Europejskiej jest jak najbardziej wskazana, jednak towarzyszyć jej powinny propozycje zmian i wizja kierunków rozwoju UE. Europejski „skręt na prawo” – abstrahuję od rozstrzygania o poprawności tej konstatacji – wymaga raczej odpowiedzi czy też propozycji aniżeli bezrefleksyjnego płynięcia z prądem. Czy Schetyna chce płynąć z prądem dyskursu zdefiniowanego już trochę przez Austriacką Partię Wolnościową, francuski Front Narodowy, Duńską Partię Ludową czy brytyjski UKIP?

Pozytywne jest to, że wreszcie któryś z przywódców Platformy Obywatelskiej dostrzegł to, co dzieje się we współczesnej Europie, bo w istocie po Brexicie Unia będzie wyglądała inaczej. Nieumiejętność poradzenia sobie z kryzysem uchodźczym, nieskuteczność pomocy Grecji, brak zdolności do wpłynięcia na Rosję w kwestii wojny w Donbasie, pogarszające się relacje z Turcją, a wreszcie niezdolność do inicjowania pozytywnych zmian w środowisku międzynarodowym, m.in. w Syrii – to tylko najpoważniejsze problemy współczesnej Europy. Lewacka internacjonalistyczno-biurokratyczna euroutopia musi odejść do lamusa, bo potrzeba nowej polityki europejskiej. Wymaga ona wykroczenia poza dotychczasowe ramy bądź wykonania kilku kroków wstecz – nie da się jednak tego zrobić bez dokonania rzetelnej diagnozy i zarysowania nowych celów.

Schetyna mówi o konserwatywnym modelu politycznym opierającym się na chrześcijaństwie. Szczerze mówiąc jest to dla mnie sformułowanie tyleż zagadkowe, co interesujące. Jak dotychczas to przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości przywoływali chrześcijańskie wartości w debacie publicznej. Czy to kolejna próba uczynienia z chrześcijaństwa politycznej strategii wyborczej? Czyżby w najbliższym czasie czekał nas wysyp ślubów kościelnych w szeregach Platformy Obywatelskiej? A może jej działacze zaczną fotografować się z hierarchami katolickimi? Obawiam się bowiem, że ojciec Tadeusz Rydzyk nie wpuści do swojej stacji ludzi Schetyny.

Hasło 4: „Platforma musi być łodzią, w której wszyscy wiosłują w jedną stronę”

Wobec zapowiedzi Schetyny o uczepieniu się konserwatywnej kotwicy należy z ogromnym zainteresowaniem śledzić dalsze losy Platformy także na poziomie kadrowym. Nie wiem, jak swoje miejsce w konserwatywno-chadeckiej partii politycznej będą widzieć tacy ludzie, jak chociażby Bartosz Arłukowicz, Danuta Huebner, Dariusz Rosati czy Joanna Kluzik-Rostkowska? Nie tak próbowała zdefiniować Platformę Obywatelską Ewa Kopacz, która raczej zdawała się przesuwać partię w kierunku jej lewego skrzydła. Schetyna powinien zdawać sobie sprawę (może sobie zdaje?), że tak mocne i jednoznaczne ideologiczne odsunięcie się od politycznego centrum zagraża istnieniu tej partii szerokiego centrum.

Raczej mało prawdopodobne jest istnienie dwóch dużych ugrupowań konserwatywnych na scenie politycznej, obu z aspiracjami do rządzenia państwem. Rozumiem, że Grzegorz Schetyna zazdrości Jarosławowi Kaczyńskiemu jego stabilnego elektoratu. Rozumiem, że zazdrości mu szeregów wiernych, dla których Prawo i Sprawiedliwości jest jednak czymś więcej niż po prostu kolejną partią polityczną. Jednakże poszukiwanie dla PO przyczółku po prawej stronie sceny politycznej wydaje się nie tylko błędem politycznym, ale przede wszystkim przejawem irracjonalności a zarazem ignorowania rzeczywistego społecznego zaplecza Platformy Obywatelskiej.

Od dawna oczekiwałem, że któryś z przywódców Platformy Obywatelskiej wyhamuje tę rozpędzoną arkę Noego, w której znaleźć się mogli właściwie wszyscy od Romana Giertycha i Michała Kamińskiego po Marka Borowskiego i Grzegorza Napieralskiego. Tak szeroka formuła sprawiła, że PO stała się ugrupowaniem bez tożsamości, bez wartości i bez żadnej treści. Niestety ogromną pomyłką wydaje się próba nadawania treści tejże formacji poprzez odwoływanie się do konserwatyzmu, tak obcego dużej części zaplecza społecznego Platformy. Trudno mi uwierzyć, że rzeczywiście wszyscy działacze PO i wszyscy jej sympatycy popłyną razem ze Schetyną w tym samym kierunku i że wiosłować będą z tym samym zaangażowaniem.

Czytaj również