Kopacz i Duda: jak dzieci w piaskownicy

Drukuj

Ostatnie dni i dyskusja publiczna na temat wyjazdu polskiej delegacji na nieformalny szczyt Rady Europejskiej na Malcie przypomniały mi wstyd i zażenowanie, jakie odczuwałem w najgorszych momentach kohabitacji Lecha Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Kłótnie o krzesło albo spory o samolot jednakowoż zdają się bzdurami wobec udziału szefa rządu czy głowy państwa polskiego w unijnej dyskusji na temat współpracy Europy z Afryką oraz kryzysu migracyjnego.

Tak, zgoda, szczyt ma charakter nieformalny i nie zostaną na nim podjęte żadne decyzje.

Jednak tego typu spotkanie to kolejna szansa dla rządu, który wypracowuje polskie stanowisko, na wyjaśnianie przedstawicielom innych krajów naszych polskich racji i poglądów na dyskutowaną – tak przecież kontrowersyjną i poważną – kwestię. Szczególnie kiedy sprawa ta jest tak poważna, jak trwający kryzys migracyjny. Przecież sojusze buduje się właśnie na takich spotkaniach, nie zaś podczas rozmów telefonicznych bądź przed kamerami i przy aplauzie opinii publicznej. Dyplomacja polega na systematycznym „ścieraniu się” racji różnych podmiotów i każde spotkanie jest do tego doskonałą okazją. Polska delegacja powinna tam być!

Tak, zgoda, rząd i tak się zmieni w przeciągu kilku dni i może się zmienić także jego stanowisko w sprawie.

Nie zmienia to jednak faktu, iż w polityce zagranicznej obowiązuje pewna ciągłość. Można wielu rzeczy spodziewać się po nowej administracji rządowej pod dowództwem Jarosława Kaczyńskiego, Beaty Szydło i Witolda Waszczykowskiego, ale szczerzę wątpię w to, aby odwrócili zobowiązania przyjęte przez rząd Ewy Kopacz i na nowo definiowali polskie stanowisko w sprawie kryzysu migracyjnego. W polityce zagranicznej rewolucje są złem lub głupotą, a sądzę, że nowy rząd nie będzie chciał ani rozpocząć od błędów w tej sferze, ani tym bardziej od gaf. Dlatego też polska delegacja powinna tam być!

Tak, zgoda, nasze stanowisko będą reprezentować Czesi, czyli nasze racje zostaną przedstawione.

Odczytanie polskiego stanowiska nie jest jednak tym samym, co zaprezentowanie go osobiście przez premiera polskiego rządu. Trudno sobie tym bardziej wyobrazić precyzyjne uzgadnianie kwestii poruszanych podczas szczytu przez przedstawicieli polskiego i czeskiego rządu. Raczej wątpię w to, aby czeski premier „wisiał” na telefonie z premier Kopacz czy nawet ministrami Schetyną bądź Trzaskowskim. Tam powinna być polska delegacja i o tych sprawach rozmawiać osobiście!

Tak, zgoda, zdarza się, że państwa są nieobecne podczas szczytów, ale są to sytuacje szczególne.

Tymczasem w Polsce nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. Nie mamy do czynienia z sytuacją wewnętrzną, która powinna zatrzymać premiera polskiego rządu w kraju i zarazem uniemożliwić mu wyjazd na szczyt poświęcony kryzysowi migracyjnemu. Pierwsze posiedzenie nowo wybranego sejmu nie jest usprawiedliwieniem tej nieobecności. Premier rządu ma możliwość złożyć dymisję pisemnie, nie istnieje żadna konstytucyjna przesłanka, która by wymagała, aby zrobił to osobiście. Ponadto posiedzenie sejmu może trwać nawet kilka dni, a nigdzie nie jest powiedziane, że premier składa dymisję pierwszego dnia posiedzenia. Kwestia wpisania dymisji premiera do porządku obrad jest sprawą do ustalenia, nawet bardzo elastycznego. Miejsce premiera jest więc na szczycie maltańskim, niezależnie od tego, jak bardzo zależy mu na osobistym wystąpieniu przed sejmem!

Tak, zgoda, premier Kopacz została wmanewrowana w tę sytuację przez prezydenta Dudę.

Kancelaria Prezydenta RP albo wykazała się nieprofesjonalizmem w planowaniu pierwszego posiedzenia sejmu (wszak już od pół roku był znany termin szczytu maltańskiego), albo pozwoliła sobie na złośliwość względem liderki ugrupowania, które przegrało wybory parlamentarne. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to pracownicy prezydenta ponoszą odpowiedzialność za całe zamieszanie w tej sprawie. Oczywiście nie zmienia to faktu, że również Kancelaria Prezesa RM powinna była interweniować z odpowiednim wyprzedzeniem i podjąć odpowiednie kroki po przeprowadzeniu wyborów do sejmu i senatu. Prezydent jednak jako głowa państwa powinien wiedzieć, że szef rządu powinien być na Malcie!

Zabawy w piaskownicy

Okazuje się jednak, że piaskownica Ewy Kopacz i Andrzeja Dudy absorbuje ich bardziej niż sprawy rangi ogólnoeuropejskiej i zarazem mające potencjalnie ogromne znaczenie dla Polski a nawet całej Europy. Każdy Polak – niezależnie od swojej sympatii czy antypatii do Ewy Kopacz czy Andrzeja Dudy – powinien mieć do obojga słuszny żal i pretensję.

Po pierwsze:

Racja stanu to nie piaskownica

Niezależnie więc od tego, kto zawinił i jakie były intencje Kancelarii Prezydenta, obie strony powinny podjąć kroki, żeby problem rozwiązać i by dzięki temu premier Kopacz mogła pojechać na szczyt na Malcie, ale zarazem mieć możliwość osobistego złożenia dymisji przed sejmem. Najprościej zapewne byłoby przesunąć o jeden dzień posiedzenie sejmu przez prezydenta. Polska racja stanu powinna być wyznacznikiem dla wszystkich działań i decyzji prezydenta oraz premiera, nie zaś osobiste niesnaski, polityczne ambicje czy tym bardziej złośliwości. Polska racja stanu wymaga, by w tak ważnej sprawie, która notabene wywołała ogromne echa wśród Polaków, premier rządu był obecny na szczycie Rady Europejskiej i wziął udział w obradach prezentując polskie stanowisko i prowadząc kuluarowe rozmowy w rzeczonej sprawie.

Po drugie:

Szlachectwo zobowiązuje

Pełnienie urzędu prezydenta czy premiera powinno wiązać się z wysoką kulturą polityczną (sic!) i umiejętnością bieżącego reagowania także w sytuacji kryzysowej (a jednak z jakimś kryzysem politycznym – drobnym i pewnie bez większych skutków – mamy do czynienia). Niestety kolejny raz premier Kopacz wykazała się swoim brakiem zdolności dyplomatycznych (przecież z prezydentem nie rozmawia się za pośrednictwem mediów i konferencji prasowych), a prezydent Duda kolejny raz dał wyraz swojej złej woli w kwestii dobrych stosunków z premierem (dobre obyczaje wymagałyby zaproszenie szefa rządu na rozmowę do Pałacu Prezydenckiego już po objęciu urzędu, a także później po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych). Kolejny raz polscy przywódcy nie zdali egzaminu z kultury politycznej.

Po trzecie:

Nie urządzajcie piaskownicy na uroczystościach państwowych

Byłem w totalnym szoku, kiedy przed uroczystościami przed Grobem Nieznanego Żołnierza w trakcie obchodów Narodowego Święta Niepodległości zobaczyłem prezydenta Dudę, jak podszedł do premier Kopacz i zaczął z nią rozmawiać. W pierwszej chwili wziąłem to za kurtuazyjną rozmowę i oceniłem jako bardzo sympatyczny gest prezydenta, który może chciałby w ten sposób trochę ocieplić relacje na kilka dni przed odejściem rządu Platformy. Okazało się jednak, że pan prezydent po prostu ustalał z panią premier szczegóły złożenia przez nią dymisji! Tak, dokładnie tak, prezydent z premierem podczas uroczystości państwowej ustalali szczegóły dymisji rządu. Niewiarygodne? Tak, zgoda, ale jednak prawdziwe. Pomijam już fakt, że w każdym cywilizowanym kraju takie sprawy ustalają urzędnicy odpowiednich kancelarii, a w tej sprawie rolę swoją odegrać powinien również szef protokołu dyplomatycznego.

Tymczasem w Polsce w dobie kohabitacji dzieciarnia załatwia takie sprawy w piaskownicy, a piaskownicę wynosi do przestrzeni publicznej. Pewnie po to, żeby każdy z nas mógł sobie to obejrzeć i wbić mocno do głowy, jakie mamy polityczne elity: słabiutkie.

Jak by powiedział Polak? Ręce opadają.

Czytaj również