Światło w tunelu, przestrzeń dialogu, elegancki gest?

Drukuj

Kto ma rację? Kto najwięcej zyska? Czyja interpretacja przekona Polków? Spotkanie liderów ugrupowań politycznych w sprawie próby zażegnania kryzysu dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego przyniosło cały wachlarz ocen i interpretacji. Nie padły żadne konkretne propozycje - ale przecież trudno się było ich spodziewać na pierwszym spotkaniu! Żadne z ugrupowań nie odmówiło współpracy - ale też trudno się dziwić, że nikt nie chce popełnić politycznego seppuku!

Wersja PiS: Początek politycznego dialogu

Na pewno PiS i Jarosław Kaczyński już wygrali tę niewielką potyczkę. Niezależnie od rzeczywistych intencji prezesa partii rządzącej już można powiedzieć, że głównym beneficjentem rozpoczęcia rozmów w sprawie zażegnania kryzysu „trybunałowego” jest Prawo i Sprawiedliwość. Samo zaproszenie opozycji na rozmowy sprawia wrażenie, że PiS wykonał swoisty gest pojednania. Dotychczasowe twarde zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego, że żaden kompromis nie wchodzi w grę, niejako zostały zmiękczone jego udziałem w niniejszych rozmowach. Polacy mogą teraz odnosić wrażenie – skądinąd słuszne – że PiS dokonał kroku wstecz. Choć jest to kroczek maleńki, delikatny, może nawet symboliczny lub wręcz udawany… ale jednak kroczek wstecz!

PiS tym sposobem pokazuje instytucjom międzynarodowym, że jednak nie zamknął się całkowicie na ich postulaty i oczekiwania. A przecież Komisja Europejska przygląda się wnikliwie nawet wtedy, kiedy jej komisarze milczą! Czy jednak ze strony PiS-u mamy do czynienia z rzeczywistym dążeniem do kompromisu czy tylko z grą na czas, to się dopiero okaże. W kwietniu kończy się kadencja jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, toteż postawa partii rządzącej w tej sprawie będzie miała ogromne znaczenie dla potencjalnego kompromisu. Możliwe, że propozycja ugody ogłoszona przed kilkoma tygodniami przez Kazimierza Michała Ujazdowskiego – podobna do wcześniejszej propozycji Andrzeja Rzeplińskiego i propozycji Ryszarda Petru sprzed tygodnia – była rzeczywiście uzgadniana z prezesem Kaczyńskim i na „jakiś” kompromis może być szansa.

Wygląda na to, że – niezależnie od efektów kolejnych rund rozmów w sprawie kompromisu – PiS zdał już sobie sprawę, że na dłuższą metę wojna ta nie będzie dla tej partii korzystna. Platforma swoim działaniem z końca minionej kadencji (powołanie pięciu sędziów) wpuściła partię Kaczyńskiego na minę, jednak PiS sam zastawił na siebie kilka kolejnych pułapek, które okazały się jeszcze bardziej niebezpiecznymi. Nie dziwi fakt, że Kaczyński próbuje wycofać się z nich z twarzą. Oby jednak nie „zakiwał” się w tej grze, bo nawet najlepszym strategom trafiają się czerwone kartki.

Wersja .N: Światełko w tunelu

Ryszard Petru zasugerował, że spotkanie w sprawie kompromisu można potraktować jako swego rodzaju „światełko w tunelu”. Owszem, nie widać jeszcze, co jest na jego końcu. Owszem, nie wiadomo jeszcze, jak długo będzie trwał marsz. Owszem, nie mamy też pewności, czy zdążymy dotrzeć do końca korytarza zanim światło przestanie się tlić. Wypowiedź lidera .Nowoczesnej jak najbardziej wkomponowuje się w propozycję konsensusu, jaką partia ta zaprezentowała tydzień temu, a która zakłada systematyczne powoływanie i zaprzysięganie przez prezydenta Andrzeja Dudę trzech sędziów TK powołanych w poprzedniej kadencji i równoległe dopuszczanie do orzekania trójki zaprzysiężonych już sędziów wybranych przez PiS-owską większość w aktualnej kadencji.

12935209_209134296142644_1773803424_n

Zgoda na obchodzenie prawa? Przyzwolenie na naruszanie konstytucji? Legalizowanie „zamachu” na niezależność Trybunału? Cóż… ale może właśnie tego wymaga konsensus, jeśli rzeczywiście chodzi nam o uporządkowanie sytuacji z Trybunałem Konstytucyjnym! Na pewno Petru zdał sobie również sprawę z tego, że podczas tej wojny nie powinien grać ślepo w tej samej drużynie, co Platforma Obywatelska. Obie partie rywalizują o właściwie ten sam elektorat, dlatego szansą .Nowoczesnej jest odcięcie się od PO, która przecież kryzys „trybunałowy” rozpoczęła. Czas chyba, aby Petru przypomniał swoje wypowiedzi z początku kadencji o dwóch zamachach na TK – to zdecydowanie lepsza strategia na rywalizację z Platformą w ramach obozu opozycyjnego.

Petru ma szansę pokazać się również jako lider, który jest zdolny do konsensusu i nie boi się rozmawiać z prezesem Kaczyńskim. Polacy mają już dość przedłużającego się konfliktu i dlatego wszelkie przejawy dobrej woli i budowanie przekonania, że może istnieje jakaś racja stanu, w obronie której należy stanąć, mogą tylko pomóc w walce o schedę po bezideowej Platformie. Nowoczesna jest partią nową, jednak efekt świeżości – co już chyba widać w sondażach – przestał działać. Nadszedł więc moment, żeby pokazać się jako formuła wykraczająca poza Platformianą koncepcję bezprogramowego antyPiSu.

Wersja PO: Bez szans na zmianę

Grzegorz Schetyna wyraźnie pokazał, że on tego światełka w tunelu, które dostrzegł Petru, nie widzi! Tą swoją wypowiedzią jednoznacznie dał do zrozumienie, że w sporze o TK Platformie chodzi już nie tylko o walkę z PiS-em, ale również o walkę z .Nowoczesną. Skądinąd wydaje się to strategią zrozumiałą w sytuacji, kiedy obu partiom opozycyjnym od kilku tygodni poparcie społeczne nie wzrasta, pomimo niezwykle ostrej retoryki skierowanej przeciwko partii rządzącej i pomimo oczywistych błędów oraz naruszeń ładu prawnego przez ekipę rządzącą. A skoro sondaże nie są życzliwe w sytuacji tak dla opozycji korzystnej, toteż – jak widać – trzeba się skupić na utopieniu rywali po stronie opozycyjnej.

Platforma Obywatelska proponując ponadto otwarcie kolejnego frontu w wojnie „trybunałowej” (zapowiedź wniosku o zbadanie zgodności z Europejską Konwencją Praw Człowieka przepisu ustawy o TK, według którego to prezydent przyjmuje ślubowanie od sędziów Trybunału) udowadnia, że w żadnej wersji kompromisu w sprawie TK nie weźmie udziału. PO deklaruje nie wprost wojnę totalną z PiS-em w tej sprawie i bierze na siebie rolę opozycji totalnej. Jest to strategia ryzykowna: w przypadku ostatecznej porażki międzynarodowej i wizerunkowej ekipy rządzącej można spić całą śmietankę, ale w przypadku wejścia w życie jakiejś wersji kompromisu – PO poniesie totalną porażkę.

Bieżąca sytuacja pokazuje niestety nędzę ekipy, która przez osiem lat rządziła Polską. Smutno to stwierdzić, ale partia Schetyny nie wyciągnęła żadnych wniosków z przegranej w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w ubiegłym roku. Odgrzewany kotlet antyPiSu, jaki proponuje nam Schetyna, mógł działać w 2007, 2010 i 2011, ale wydaje się, że już w 2015 nikt nie potraktował tej „strategii” poważnie. Trzeba oczekiwać czegoś więcej od partii z rozbudowanymi strukturami, w której ławach zasiada tak wielu specjalistów i doświadczonych parlamentarzystów. Bezkompromisowość tylko czasami sprawia wrażenie pryncypialności, równie często jednak – zacietrzewienia.

Wersja PSL: Przestrzeń do dialogu

Nikogo chyba nie zaskoczył Władysław Kosiniak-Kamysz, który po spotkaniu z szefami ugrupowań politycznych podsumował je jako próbę na nowo budowanej „przestrzeni do dialogu”. PSL zawsze starał się budować swój wizerunek jako partii rozsądku, umiaru i zarazem partii skłonnej do porozumienia i kompromisu (retoryka typowa dla partii zawiasowych). Jak widać, Polskie Stronnictwo Ludowe przyjmuje strategię przypominającą raczej linię .Nowoczesnej niż Platformy Obywatelskiej, co może być również odpowiedzią na odczytanie nie zmieniających się w obliczu „trybunałowej” polaryzacji sondaży partii opozycyjnych. Konsens i porozumienie mają być więc sztandarem, pod którym PSL będzie prowadził rozmowy z partią rządzącą.

Podjęcie tej gry nie jest jednak dla PSL-u w 100% bezpieczne. Partia Kosiniaka-Kamysza ryzykuje podwójnie. Po pierwsze, jeśli strategia Platformy okazałaby się skuteczniejsza – w co szczerze wątpię – wówczas elektorat ludowców mógłby przesunąć się w kierunku większej i silniejszej PO. Po drugie zaś, trzeba pamiętać, że dla PSL, szczególnie jeśli chodzi o elektorat wiejski, większym zagrożeniem jest jednak PiS niż PO, a wówczas próba „układania się” z partią rządzącą może się stać jedynie pocałunkiem śmierci. Na pewno Kosiniak-Kamysz nie chciałby stać się kolejną przystawką, którą skonsumuje Jarosław Kaczyński (a wiemy przecież, że upodobał on sobie zagryzanie przystawek między kolejnymi politycznymi ruchami).

PSL walczy o przetrwanie. Jak pokazały wyniki wyborów 2015 roku, elektorat tej partii systematycznie się kurczy i odpływa w inne rewiry przestrzeni politycznej (wystarczy przyjrzeć się bezwzględnym liczbom obrazującym poparcie dla PSL-u w ostatnim dwudziestoleciu). Okazuje się, że ten stabilny elektorat wiejski, którym PSL się szczycił w latach dziewięćdziesiątych, nie jest już tak stabilny. Kosiniak-Kamysz nie może więc być biernym naśladowcą Platformy ani też bezrefleksyjnie grać gry Jarosława Kaczyńskiego. Stąd też jego wezwanie, aby wszystkie partie przygotowały na kolejne spotkanie liderów konkretne postulaty, z których nie ustąpią i zarazem wykaz ustępstw, na które są gotowe. Pomysł może przeciętny, jednak lepszy niż bierne odgrywanie roli w teatrze Kaczyńskiego lub chocholim tańcu Schetyny.

Jeśli nie kompromis, to co?

Czy to wszystko oznacza, że jakaś wersja kompromisu jest już przesądzona? Niestety nie. Wszystko zależeć będzie nie od sposobu zdefiniowania racji stanu przez politycznych liderów, ale w większym stopniu od przyjętych strategii budowania przez ich ugrupowania swojej politycznej pozycji. Ewentualny kompromis będzie więc wyłącznie wypadkową bieżących interesów politycznych. Pierwszym sprawdzianem woli kompromisu ze strony partii rządzącej będzie kwietniowa decyzja w sprawie powołania kolejnego sędziego TK. Jeśli PiS powoła nowego sędziego, wówczas koncepcja konsensu może legnąć w gruzach i odrodzić się dopiero w grudniu, kiedy to upłynie kadencja prezesa Rzeplińskiego.

Potencjalny kompromis może stać się również polem kolejnej wojny o rządy dusz. Jeśli .Nowoczesna, Kukiz’15 i PSL dogadają się z PiS-em w sprawie kompromisu, zaś Platforma z porozumienia tego się wykluczy, wówczas partia Schetyny okaże się głównym przegranym. Tak poharatana może mieć jeszcze większe problemy z podźwignięciem się z powyborczego rumowiska i jednocześnie trwale stracić pozycję lidera opozycji. Na pewno jest to w interesie .Nowoczesnej i PSL-u. Czy jednak pokłady irracjonalności są w środowisku Platformy aż tak stabilne? Szczerze mówiąc, nie chce mi się w to wierzyć. Jednak casus kampanii Komorowskiego pokazuje, że cały bezmiar fantazyjnych fenomenów nie śnił się jeszcze filozofom.

Kompromis jest jednak przede wszystkim w interesie Jarosława Kaczyńskiego, który potrzebuje odbudowania pozycji międzynarodowej Polski, która w ostatnich miesiącach przegrywa kolejne fronty. Warszawski szczyt NATO nie może się odbyć w warunkach totalnego kryzysu konstytucyjnego, a negatywne wskazówki Komisji Europejskiej po zakończeniu badania stanu praworządności na pewno wyłącznie zaszkodzą ekipie Duda-Szydło-Kaczyński. PiS potrzebuje nowego otwarcia: potrzebuje kompromisu jako dowodu ponadpartyjnej zgody. Jeszcze bardziej jednak mądrego kompromisu potrzebuje Polska i leżący-i-kwiczący (na szczęście jeszcze nie dogorywający) Trybunał Konstytucyjny. Żaden kompromis jednak nie zostanie zbudowany na próbie pogrążenia jednej ze stron.

 

* Zdjęcie w tle zaczerpnięte ze strony: http://screenrant.com/x-files-reboot-bad-predictions-disappointment/?view=all [31.03.2016].

** Grafika w artykule zaczerpnięta z portalu społecznościowego z oficjalnego fanpage’u Nowoczesnej.

Czytaj również