Trybunał Konstytucyjny? Who cares?!

Drukuj

Czy ktoś poza publicystami, komentatorami i politykami opozycji interesuje się losami Trybunału Konstytucyjnego? Czy ktoś jeszcze - tak jak posłanki i posłowie Nowoczesnej - gotów jest wykazać się determinacją intelektualną i publicznie bronić jego niezależności? Mam niestety pewne obawy, które... oby nie okazały się rzeczywistością! Obawiam się mianowicie, że oprócz wskazanych powyżej... Trybunał Konstytucyjny nie obchodzi nikogo więcej. A Polacy jego niezależność szczerze mają w nosie.

Polityczna szczekanina

Podejrzewam, że dla przeciętnego Polaka, którego wiedza na temat mechanizmów państwa jest niestety dość ograniczona, wojna o Trybunał Konstytucyjny to jedynie kolejny z obserwowanych każdego dnia politycznych sporów: bezproduktywnych, emocjonalnych, gorszących, prymitywnych, bezsensownych. Nocne kłótnie polityków to dla takiego Polaka nic więcej jak kolejny przykład politycznej szczekaniny, której przykłady obserwował już dziesiątki razy w ostatnich kilkunastu latach. Obserwatorzy politycznego teatru już dawno zdążyli się przyzwyczaić do wysokiej temperatury tzw. debaty publicznej.

Temperatura politycznego sporu, jaka towarzyszy polskiej polityce w ostatnich latach, sprawiła, że Polacy znieczulili się już na krzyki i porykiwania polityków. Przykre to, bo kiedy rzeczywiście zagrożone są fundamenty demokratycznego państwa prawnego, a ekipa rządząca zaczyna podważać jeden z fundamentów „trzeciej władzy”, jakim jest niewątpliwie niezależny sąd konstytucyjny i niezawiśli jego sędziowie, wówczas Polacy przyglądają się mu niczym kolejnemu występowi Beaty Kempy i Stefana Niesiołowskiego w „Kropce nad i”. Nihil novi sub solem est!

Obawiam się wobec tego, że zastosowana przez Prawo i Sprawiedliwość metoda faktów dokonanych i usiłowanie uczynienia z Trybunału nośnika politycznych interesów, nie poskutkuje spadkiem notowań tej partii i nie zachwieje dotychczasowym poparciem społecznym dla rządu Beaty Szydło. Z dużym prawdopodobieństwem za kilka tygodni wszyscy przejdziemy nad tym, co się wydarzyło, do porządku dziennego, a Kowalski już wcześniej zmieni pilotem kanał telewizji i obejrzy „Na Wspólnej” albo „M jak Miłość”. Strasznie nad tym ubolewam, jednak nie mam większych złudzeń, jakoby miało być inaczej.

Medialna tebloidorealność

Zastanówmy się, czy nocne wydarzenia w sejmie w ostatnich dniach różniły się czymś pod względem formy przekazu od tego, co media masowe serwują nam każdego innego dnia? Zamachy, wojny, wybuchy, spory, kłótnie. Sensacja na sensacji kolejną sensację pogania. Tabloidowa rzeczywistość, jaka wyłania się z przekazu współczesnych mediów, sprowadza każde kolejne wydarzenie do rangi skandalu. A przecież na skandale już się napatrzyliśmy wystarczająco. Sejm? Ot, nic wielkiego, kolejny skandal. Mieliśmy już tam blokadę mównicy, mieliśmy pijaną posłankę, mieliśmy posła podskakującego w delirycznym amoku. Nihil novi!

Przekaz telewizyjny z obrad nocnych sejmu, podczas których zawłaszczano Trybunał Konstytucyjny, niestety wkomponował się jak najbardziej w to, co współcześni medioznawcy określają mianem „infotainment”, czyli informację podaną jako rozrywka. Sejm staje się tym samym areną walki gladiatorów, która niczym się nie różni od masowych produkcji sensacyjnych czy wojennych, podczas których zasiadamy na kanapie z piwkiem i pilotem w ręku, obściskując swoją przysypiającą dziewczynę czy pochrapującego chłopaka. Tym samym obrazki z Wiejskiej nie różnią się niczym od tego, co przeciętny Kowalski ogląda każdego innego dnia w wieczornej ramówce.

Należy w tym miejscu skarcić dziennikarzy, którzy w tym momencie – choć może jestem zwyczajnym naiwniakiem – powinni pokazać w jakimś programie dokumentalnym czy edukacyjnym rolę Trybunału Konstytucyjnego, pouczyć Polaków (choćby część z nich nie życzyła sobie tego i zmieniła kanał) o roli i kompetencjach TK. Kiedy, jeśli nie teraz?! Oczekiwałbym od mediów – szczególnie publicznych – postawy bardziej odpowiedzialnej niż wyłania się z kolejnych odsłon programów publicystycznych z tymi samymi wciąż pytaniami: „Dlaczego psujecie Trybunał?”, „A co Pan na to?”, „Czy wam nie wstyd?”. Niesamowicie rozczarowujące, szczególnie gdy zdamy sobie sprawę, że te same media milczały, kiedy ciche rozmontowywanie Trybunału rozpoczęła Platforma.

Who cares?!

Kolejny raz przekonamy się, że trwająca od lat degrengolada polskiej debaty publicznej poskutkuje zupełnym zbagatelizowaniem przez zdecydowaną większość Polaków manipulacji, jakich dokonuje się i jeszcze się dokona przy Trybunale Konstytucyjnym. PiS-owsko-Platformerski duopol, rządzący polską polityką od 2003 roku, zbijał i wciąż zbija polityczny interes na emocjonalizacji dyskursu i bezproduktywnych pseudosporach. Polacy przyzwyczaili się, że tak to już jest, dlatego też aktualny bój o Trybunał nie różni się z pozoru (ale oczywiście tylko z pozoru!) niczym od wojen smoleńskich, kłótni o podsłuchy czy kolejnego sporu o krzesło.

Podziękujmy więc tym, który przez ostatnie lata otumaniali społeczeństwo fałszywymi alternatywami i pseudoproblemami. Podziękujmy tym, którzy wprowadzili do debaty publicznej prymitywny emocjonalizm i machanie szabelką zamiast rzeczowej dyskusji nad realnymi działaniami poszczególnych ekip rządzących. Podziękujmy mediom, które przedkładają łatwiznę nad rzetelną merytoryczność i same spychają się do roli tabloidowych tub.

Miejmy nadzieję, że w tych oparach kurzu i dymu głos takich ludzi, jak posłowie z klubu Ryszarda Petru, jednak będzie słyszalny i wtedy, kiedy kurz opadnie, niektórzy chociaż będą w stanie przetrzeć oczy i oddzielić ziarna od plew.

Czytaj również